Pewnego
pięknego kończącego szkołę dnia podbiegła do mnie jedna z moich
koleżanek. Roxi z wielkim zapałem wykrzyczała mi na korytarzu
szkolnym,że zdobyła dwa bilety na koncert One Direction w Dublinie.
Mówiąc szczerze nie byłam zachwycona ani trochę(na zewnątrz, bo
w środku piszczałam z radości). Błagała mnie, żebym pojechała
razem z nią, bo ona nie chce jechać sama a jej siostra ma teraz
praktyki i nie może jechać. Jestem dobrą koleżanką więc się
zgodziłam. Dopiero po wyjściu ze szkoły dowiedziałam się, iż
koncert jest w sobotę wieczorem a był piątek ale cóż... Trzeba
się było zorganizować. W sobotę rano przyjechałam do niej, a jej
tata odwiózł nas na lotnisko do Poznania. Cały czas trzymała w
ręku nasze bilety bo jak stwierdziła: Jeśli będę miała schowane
w torbie to albo zgubie albo ktoś mi ukradnie a mi nie chciała ich
dać ponieważ na pewno zgubię. Kiedy przyleciałyśmy na miejsce
było około godziny 17 ( wliczając w to zmianę czasu). Zaraz z
lotniska szybko pobiegłyśmy do naszej znajomej Gabi. To właśnie u
niej miałyśmy spać po koncercie. Przez cały czas jak nas wiozła
swoim samochodem do jej domu,żebyśmy zostawiły bagaże mówiła,
że nie zdziwi się jeśli nie wrócimy na noc do domu tylko
przesiedzimy z jakimiś chłopakami. Mówiła to oczywiście w formie
żartu (tak myślę). Na miejscu zostawiłyśmy bagaże i zaczęłyśmy
się szykować na koncert... Malować, 15 razy przebierać i gadać
co by było gdyby jakiś chłopak z 1D poprosił Roxi na scenę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz