piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 5

Po przyjeździe do Polski wróciłyśmy do mojego domu, gdyż,iż,ponieważ wcześniej nasi rodzice postanowili,że wyjadą razem do Holandii na wakacyjne zbiory szparagów, a że my możemy zostać już same w domu (i bezsensownym jest,żeby tracić dwa domy skoro i tak cały czas razem będziemy spędzały czas) będziemy razem mieszkały u mnie w domu. Cieszyłyśmy się z tego powodu ale miałyśmy taki jakiś dziwny smutek w sercach. Z jednej strony zaje*biście, że będziemy razem mieszkały i to same bez rodziców, ale z drugiej strony tak jakoś dziwnie się zrobiło ze względu na tamten nasz wyjazd na koncert. Roxi cały czas mówiła,że jej smutno z tego powodu, ja próbowałam to ukryć, bo nie chciałam,że by widziała, że polubiłam Nialla mimo tego,że zarzekałam się, że nigdy to nie nastanie. To był dopiero początek wakacji. Poradziłam Roxi,żeby przestała o tym wszystkim myśleć, i zapomniała, o tym że gdziekolwiek byłyśmy. Na nią to podziałało, na mnie moja rada nie podziałała. Cały czas o nim myślałam. Jakieś 7 dni, 5 godzin i 30 minut (tak,to nie żart) po powrocie do domu po tym smutnym rozstaniu w nocy około godziny 23.00 usłyszałyśmy pukanie do drzwi.
-Jest taka straszna burza, taka późna godzina, kto nieproszony ośmieliłby się zakłócać mój szlachecki spokój?-zaśmiała się Roxi
-Hahaha, nie.-zaśmiałam się
-Dobra to było śmieszne, ale na serio to nie schodź tam, niech ten ktoś idzie sobie do sąsiadów.- rzekła
-No weź nie przesadzaj, przecież każdemu trzeba pomóc.-skrytykowałam
I zeszłam, kiedy byłam już pod drzwiami Roxi skoczyła mi na plecy ( myślałam,że ją zarżnę) .
-Tylko uważaj, proszę cię. -coś tam pieprzyła Roxi
-Jeśli masz zamiar mi marudzić tutaj to wracaj do łóżka. -zniecierpliwiłam się
I otworzyłam drzwi (normalnie jak w jakimś horrorze... Roxi trzyma kij baseball'owy, a ja trzymam drzwi, podczas kiedy walnął piorun i była błyskawica). Dziwne co najwyżej było to,że tego kija, ci goście się nie przestraszyli. To nie byli normalni goście. Musieli nas znać,chociaż my nadal nie widzieliśmy ich twarzy, ponieważ były zasłonięte kapturami i mokrymi włosami.
-Yyyyy w czym mogę pomóc???- zapytałam się trzem osobą stojącym przede mną.
Pierwsza osoba zdjęła kaptur i zapytała się:
-Czy możemy wejść?- zapytał z uśmiechem Niall
-Nie- krzyknęła Roxi nie poznając twarzy
-Zamknij ryj!-wrzasnęłam na nią
- Też cię kocham :*-słodko zaśmiała się Roxi
-Ekhemm- znacząco zakaszlał Harry
-A z kim mamy przyjemnosć?-zapytałam mimo,że już poznałam kto to był i się uśmiechnęłam
-Niall Horan madame...-i ucałował moją rękę
-Proszę, nie ma problemu,wejdźcie. - szybko ich zaprosiłam
I Harry, Louis i Roxi wprowadzili Zayna i Liama z samochodzu do domu i zaczęli wnosić bagaże, a Niall zaczął opowiadać mi skąd się tu wzięli. W tym czasie przygotowywałam herbatę i jedzenie( dużo dużo jedzenia bo Niall i Lou). Potem te obowiązki przejęła Roxi, a ja zajęłam się nastawianiem nogi Liama (było z tym dosyć dużo roboty, ponieważ miał problem z kolanem, miał na sobie ciutkę zbyt Hazzowe spodnie[dla debili ciasne] i wstydził się poprosić o zdjęcie mu spodni, ponieważ sam sobie nie mógł dać rady, a chłopacy byli zajęci[chociaż nie mam bladego pojęcia co robił jego najlepszy przyjaciel Niall] i zostałam mu tylko ja, w końcu jednak wyjaśniłam mu,że to dla jego zdrowia muahahahaha). Wszyscy skończyli, akurat wtedy, kiedy mu kończyłam nastawiać nogę i akurat wtedy, kiedy jeszcze nie zdążył wciągnąć na siebie spodni, Była beka nie ma co, ale to wszystko dla jego zdrowia. Potem wszyscy poszliśmy do kuchni zjeść i napić się. Tak w sumie półtora kilo mięsa które miałyśmy mieć z Roxi na 3 kolejne dni nie starczyły i musiałyśmy dać im nasze chipsy „na wyjątkową okazję”. Jak już wszyscy odzyskali siły w miarę ich możliwości zaczęli nam opowiadać do końca skąd się tak właściwie tam wzięli. Okazało się, że byli na wycieczce po Polsce. Jechali po kolei do Warszawy, Gdańska, Krakowa i Poznania. Potem przejeżdżali przez Wrześnie do Gniezna, chociaż nie mieli tego w planach, ponieważ mieli jechać przez Niemcy do UK. Utknęli w błotnistym lesie. Liam i Zayn wypychali samochód z błota, w tym czasie Zayn się przeziębił, a Liam się przewrócił i upadł na jakiś kamień. Ten las to był Gnieźnieński Las Miejski. Kiedy z niego wyjechali okazało się,że Liam i Zayn nie mogą jechać dalej, nie mogą jechać do szpitala, ponieważ nie mają jakiś tam potrzebnych papierów czy czegoś tam...
-No dobra dobra wszystko ogarniam, ale skąd wiedzieliście gdzie ja mieszkam, bo nie pamiętam,żebym wam mówiła... -zapytałam po usłyszeniu historii
-Niall...- powiedzieli wszyscy oprócz mnie i niego oczywiście
-No to nie jest takie ważne, grunt że wiedziałem...-tłumaczył Niall
-Ok,ok i tak nam wszystko powiesz podczas gry-zaśmiał się szatańsko Harry
Nialler zrobił groźną minę i popatrzył na Harrego. Niestety Niall jest zbyt słodki żeby robić groźne miny, więc wszyscy zamiast się go bać zareagowali na niego jak na słodkie miny kotków w internecie. Widząc,że robi mu się niezręcznie zaproponowałam rozdzielenie pokoi. Oczywiście dwa porywcze dzikusy (Harry i Roxi) znowu wyrwały się jako pierwsze i wybrały sobie różowy pokój. W moim pokoju ulokował się Lou, a w pokoju mojej siostry Zayn i Liam, więc zielony pokój pozostał mi i Niallowi. Była noc, poszliśmy spać. Tak samo się zachowywaliśmy jak u Nialla. Na początku na dwóch końcach łóżka, a później coraz biżej w miarę rozmowy.
-Wiesz co nie napiłam się. Idę na dół idziesz ze mną?-zapytałam z nadzieją,że pójdzie ze mną
-Pewnie, też mi się chce pić.-odpowiedział a ja nie panując nad sobą uśmiechnęłam się do niego co niestety zauważył i odwzajemnił
Zeszliśmy na dół, napiliśmy się i Niall zaproponował, żebyśmy się przeszli. Tutaj mogliśmy się ubrać w swoje ubrania, ponieważ nikt nie wiedział,że oni tu są. Wyszliśmy w stronę lasu. O godzinie 3.15 iść do lasu, bardzo mądrze... Weszliśmy do lasu i szliśmy taką dość szeroką ścieżką. Rozmawialiśmy o wszystkim, a w szczególności o wakacyjnych planach, kiedy nagle potknęłam się o korzeń wyrastający z ziemi. Niall przytrzymał mnie. Prawą jego rękę która była przy mojej klatce piersiowej wycofał, ale lewą, która była za moimi plecami została nadal mnie trzymając. Niall przybliżał mnie do siebie i patrzył pytającym wzrokiem czy może tak ze mną iść. Nie miałam nic przeciwko temu, a wręcz przeciwnie. Przysunęłam się do niego bliżej aby pokazać mu,że może. Rozmawialiśmy dalej tak idąc przez las dopóki Nialler nie wpadł na genialny pomysł przeniesienia mnie przez bajorka z kałuż, które ciągnęły się prawie 400 metrów. Nalegałam,żeby tego nie robił ponieważ jestem na to za ciężka, ale on się upar,że sam to oceni. Niosąc mnie w stylu ślubnym stwierdził przy okazji,że Roxi jest dużo cięższa choć była niższa ode mnie co tak lekko podniosło mnie na duchu. Przeniósł mnie i wyszliśmy na taką polanko-górkę gdzie powoli wstawało słońce. Staliśmy tam, dopóki nie dotknęłam jego ręki, która nie wahając się chwyciła mnie mocno i nie zamierzała puścić. Kiedy splótł nasze palce lekko się zarumieniłam nad czym nigdy nie mogłam zapanować,więc zaczęłam oglądać moje buty które w tym czasie wydawały się bardzo interesujące. Kiedy zrobiło mi się zimno nic nie mówiłam na ten temat ale on zauważył chyba,że się trzęsę i przytulił mnie mocno po czym dał mi swoją bluzę. Na początku upierałam się,że będzie mu zimno ale on stwierdził,że jeżeli mu będzie zimno to on ma na to wyjście.Niewerbalnie wyjaśnił mi,że chodziło o przytulanie się. Niestety jego popielata dużo na mnie za duża bluza była tak miękka i ciepła,że nie było mowy o tym,abym mu ją kiedykolwiek oddała. Najgorsze jest to,że mam bardzo wyostrzony węch(bardziej jak u psa niż u człowieka) i miałam takie coś w sobie,że lubiłam lub zakochiwałam się w chłopakach,których zapach bardzo mi się podobał. Niech to. Jak on zajebiście pachniał <3.Kiedy słońce wstało wracaliśmy powoli do mojego domu. Usłyszeliśmy,że reszta nadal śpi więc szybko weszliśmy do łóżka. W ostatniej chwili, gdyż Harry i Roxi obudzili się w nocy i wyimaginowali sobie,że gdzieś poszliśmy(co za bzdury prawda?). „Obudzili” nas i opowiadali o tym co wydawało im się,że robimy. Ja jak zwykle ze srogą miną,że to jest niemożliwe, ponieważ nawet się nie znamy. Roxi miała pewne podejrzenia, ale po moich złych minach poznała,że ma sobie swoje gdybanie zatrzymać dla siebie. Roxi i Harry mieli z nas największą bekę kiedy zauważyli,że śpimy w jednym łóżku przez co zastanawiali się ile i jakie łóżka były w naszym pokoju u Nialla ale zaraz mi powiedzieli,że nic nie powiedzą reszcie co nam było na rękę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz